User Tools

Site Tools


Sidebar

Maria Boniecka

Książki Marii Bonieckiej



English

Kontakt: moc.liamg@aina.akceinob (Reverse the address)

polski:powstanie_strony

powstanie strony

…..pamiętam, że tej nocy dręczyło mnie nieokreslone bliżej uczucie lęku przed współodpowiedzialnością za to, co się wokoło działo, ale równocześnie odnajdowałam w sobie mglistą nadzieję, która pozwalała uwierzyć… (“Księga Miłości i Cierpienia” Maria Boniecka. Czytelnik 1958).

W wybranym cytacie autorka nawiązuje do odpowiedzialności za dokonującą się zbrodnie na narodzie Żydowskim podczas II Wojny. Wybrałam z książki ten urywek ponieważ moja decyzja o powstaniu tej strony wywołana jest poczuciem odpowiedzialności za odkłamanie życiorysu Marii Bonieckiej.

Likwidując mieszkanie po Matce zabrałam, między innymi, kilka kartonów zawierających różnorodne papiery, rękopisy, dokumenty, fotografie. Znacznie później, okazało się że kartony były nie tylko wygodnym ale i najbezpieczniejszym dla papierów miejscem. Podczas kolejnych przeprowadzek, pudełka, pilnie strzeżone, wędrowały wraz ze mną. W ciągu tamtych - a było ich trzynaście - lat, nigdy papierów nie przeglądałam, ba, nie interesowały mnie tak naprawdę. Wystarczało silne przekonanie że są dla mnie bezcenne - utożsamiały się z moją Matką. Nie miałam oczywiście żadnych planów co z nimi zrobię. Po prostu były. Były blisko mnie, bezpieczne. W kwietniu 1990 roku dostałam pierwszy sygnał o zainteresowaniu się w Polsce Marią Boniecką. Chodziło o pracę nad jakąś nową edycją. (anons ukazał się w ówcześnie wychodzącym tygodniku w Sydney “Wiadomości Polskie” 30/04/1990 ). Czułam jednak niechęć do nawiązania korespondencji. Decyzje odłożyłam. Przyczyn naturalnie było wiele, między innymi brakowało mi zaufania do dokonujących się przemian politycznych w Polsce. Jaka była Polska na progu roku 1991 nie wiedziałam. Po pewnym czasie, przekonywana wytrwale przez przyjaciół o takiej konieczności, korespondencję z autorem anonsu, nawiązałam. Przekonywana i zachęcana, jednak wbrew sobie, zdecydowałam się na trudną decyzję złożenia Pamiątek po Matce w Książnicy Pomorksiej im. Stanisława Staszica w Szczecinie. Wkrótce po podjęciu tej decyzji rozpoczęłam przygotowania do tego przedsięwzięcia. Cała zawartość pudełek została skopiowana, następnie musiałam dokonać skrupulatnej selekcji aby ostatecznie zdecydować które dokumenty zostaną przy mnie a które wpakować do czarnej walizki…

W lipcu 1991 roku wyleciałam samolotem z Sydney do Warszawy. Poza czarną walizką mieszczącą Pamiątki po Matce towarzyszył mi w tej niecodziennej podróży dwu letni synek. Dziecko było grzeczne, ciche, niczego się nie domagało. A podróż ta była… dziwna. Jej celowość mimo wszystko, wymykała się gdzieś poza obszary, które mogłam ogarnąc świadomością, na których czułam się bezpiecznie. Nie opuszczało mnie owo nerwowe podniecenie wywołane zdarzeniami ostatnich miesięcy; podjęciem decyzji, dotykaniem i czytaniem po raz pierwszy, rękopisów Matki, podróżą do wyzwolonej od komunizmu ojczyzny - oraz ciekawością dokąd to wszystko prowadzi?

Z ówczesnym dyrektorem Biblioteki, Stanisławem Krzywickim umówiona byłam rano. Przybyłam na spotkanie z czarną walizką i z synkiem. Uprzedzano mnie że w związku z okresem letnim, mury biblioteki będą prawie puste. Bardzo mi to odpowiadało z wielu powodów. Ku mojemu zaskoczeniu, (poza dyrektorem, pragnęłam spotkać i poznać inicjatora całego zdarzenia, życzliwego Marii Bonieckiej - krytyka literackiego pana Bogdana Twardochleba) - okazało się że gospodarze przybyli liczniej niż się spodziewałam, wśród nich lierat i wojewoda. Dokuczała mi trochę sztuczna atmosfera, taka uczesna i wylizana z przyczepionym na stałe uśmiechem - a takiej, po bezpretensjonalnym stylu ”easy going” panującym w Australii, nie znoszę i w której bardzo źle się czułam, poza tym - wszystko wskazywało raczej na to, że podjęłam słuszną decyzję. Od początku do końca spotkanie miało charakter oficjalny i ceremonialny; przedstawiania, powitania, objaśnienia, oprowadzania, przemowy, podziękowania. Władze Pomorza Zachodniego składały uroczyście na moje ręce, obietnice “zadośćuczynienia krzywdy, poniżenia, poniewierki… Marii Bonieckiej… zapisanej na trwałe w życie literackie i kulturalne Szczecina”.

Po oficjalnym zlożeniu Pamiątek w Książnicy Pomorskiej udałam się na zorganizowane wcześniej spotkanie z wydawcą. W eleganckim biurze, moją uwagę pochłaniało bardziej wielkie biurko przedniego gatunku, niż gotowy, omówiony wcześniej, bez mojego udziału projekt wydania “Ucieczki za Druty”, ważnej pozycji w dorobku pisarskim Bonieckiej z uwagi na jej charakter dokumentu. Wyjaśniano mi i podkreślano znaczenie tego wydania, mówiono o pośpiechu, o nakładzie, o powodzeniu książki….. TV szczecińska przeprowadzała ze mną wywiad, zresztą radio także. Od oficjalnego zdeponowania czarnej walizki do wydawcy od wydawcy do studia, od wywiadu do wywiadu …w głowie miałam zamęt, tyle ważnych spotkań, czułam prawie euforię …jednak resztką świadomości liczyłam że obecni przyjaciele bacznie czuwają nad moim bezpieczeństwem podczas tej szalonej karuzeli radości obiecanek. Czułam się zmęczona i jakby zziębnięta (lipiec) a wiem z doświadczenia że to nie jest dobry znak. Wyczuwałam coś co było trudne do nazwania, coś niezrozumiałego: pomimo wysiłku nie byłam w stanie połączyć twarzy i nazwisk ludzi, - którzy mnie otaczali- z ich niedawnyą przeszłością, przekonaniami, postawami, czynami…kim byli dwa, siedem, dziesięć lat temu?- dręczyło mnie natrętnie powtarzane w myśli pytanie. Moje wszystkie dotychczasowe doświadczenia podszeptywały że nie powinnam tam być, że chyba to nie z tymi ludźmi, nie z tym Urzędem wchodzić mam w umowe zabezpieczenia Pamiatek co także rozumiałam jako zabezpieczenie Prawdy o mojej Matce. Poczułam nieokreśloną grozę …i spontanicznie nazwałam wówczs uroczystość przekazania archiwum i pamiątek “drugim pogrzebem Marii Bonieckiej”. Gdy wyjeżdżałam trzy dni później ze Szczecina, miałam chyba dobry nastrój, wstąpiła we mnie nadzieja, mimo wszystko.

Minęło dziesięć lat. Mój syn zdążył wyrosnąć, kończył szkołę podstawową. Pochłaniało mnie wychowywanie dziecka ale co więcej lata te przyniosły długą chorobę i śmierć ukochanej przyjaciółki. Nie widziałam potrzeby i nie podejmowałam kontaktu ze spotkanymi niegdyś w Szczecinie ludźmi, urzędem, ale - co ważniejsze, wymagające podkreślenia - nikt nie kontaktował się ze mną, od wyjazdu ze Szczecina. Uważałam że ze swojej strony dokonałam zabezpieczenia archiwum, pozostawałam pełna wiary, że społeczeństwo szczecińskie podjęło dalszy ciąg pracy, dotrzymując tym obietnicy wobec swojej “wpisanej na trwałe w życie kultury Szczecina” mieszkanki. Przez myśl mi nie przeszło że mogłoby stać się inaczej. Pomimo że z Polski całe dziesięć lat wiało ciszą. Grobową.

Pewnego dnia a była właśnie połowa roku 2000 zaskoczył mnie telefon od prezesa Klubu Polskiego w Ashfield (dzielnica w Sydney) że jestem poszukiwana w sprawie Bonieckiej. Ta wiadomość wprawiła mnie w nastrój co najmniej ciekawości bo telefon spowodował że zdałam sobie sprawę z trwającej ciszy… co działo się ze „sprawą” Bonieckiej podczas tylu lat? Czy wydano „Ucieczkę za druty”? jakie książka wywołała echo wśród żyjących świadków? Jakie wśród czytelników młodego pokolenia? czy nazwano ulice jej imieniem? salę biblioteczną? wmurowano tablicę pamiątkową? Solidnie, obiektywnie i uczciwie zajęto się jej życiorysem, odkłamując aby „naprawić krzywdę” – tak drogi czytelniku, te i inne obietnice dano mi wówczas w Szczecinie!

Postanowiłam się dowiedzieć. Teraz w 2000r. miałam ułatwioną robotę gdyż Polska, mimo pewnych opóźnień, nabierała zwyczajów zachodnich i coraz częściej można było wyszukiwac odpowiednie informacje w internecie. Po ustaleniu danych, z całą energią rozpoczęłam pisanie i rozsyłanie listów. Napisałam ich dziesiątki. Zasadniczym pytaniem które w listach stawiałam było “czy i co dokonano na rzecz Marii Bonieckiej?”, “które z danych mi w 1991 roku obietnic spełniono?” oraz do innego odbiorcy - “dlaczego Boniecka nie figuruje w żadnych zestawach czy Słownikach Literatury Polskiej” i “dlaczego Słowniki Literatury Emigracyjnej także Boniecką przemilczają”. Często wysyłane listy do urzędów, związków, instytucji, osób prywatnych w Polsce pozostawały ………bez odpowiedzi, inni adresaci odpowiadali po wielomiesięcznym milczeniu wymijająco, inni - jak np. Instytut Badań Literackich - z zawstydzajacym opóźnieniem, odpowiadali co najwyżej zdawkowo i wymijająco, i tym sposobem nie brali na siebie żadnej odpowiedzialności, inni jeszcze, ubolewając, przytakiwali co prawda mojej racji, ale nieodmiennie wskazując na problemy finansowe - które, zdążyłam się juz nauczyć - są standartową „przyczyną” całej listy niedotrzymanych zobowiązań. Równocześnie podjełam prace poszukiwawcze nad gromadzeniem archiwum Bonieckiej, na własny użytek, na które miały złożyć się różne dokumenty.

Czas wreszcie spróbowac odpowiedzieć dlaczego strona Bonieckiej powstaje? cztając książki mojej Matki zauważam że temat odpowiedzialności jest stale obecny w jej twórczości. (np. patrz artykuł za który wytoczono Bonieckiej proces polityczny “Kto ponosi odpowiedzialnośc” tygodnik “Ziemia i Morze” nr.30 08/12/1956).

Decyzja stworzenia strony jej pamięci jest następstwem całego szeregu zdarzeń a w szczególności jednemu; w chwili złożenia archiwum mojej Matki w Bibliotece Szczecińskiej, poczułam odpowiedzialność za jego losy. Więc ta strona zrodziła się z odpowiedzialności. Bonieckiej nie ma wśród żywych, nie może się zatem przeciwstawić trwającej nieprzerwanie niesprawiedliwości. Niepokoi mnie fakt że w Szczecinie stale panuje cisza z rzadka przerwana skłamanym wspomnieniem o niej. Muszę przerwać tę cisze. Muszę przedstawić fakty przeciw kłamstwom. I wiem że pragnienie pokazania odkłamnego życia i twórczości mojej Matki płynie z wiary w słuszność mojej sprawy oraz z jednego jeszcze obowiązku – odpowiedzialności wobec szybko dorastającego syna.

Rozumiem, że nie jest znana społeczeństwu miasta w którym żyła, któremu oddała swoje najlepsze lata, w którym tworzyła i w którego kształtowaniu miała niemały i niepodważalny udział w latach 1946-1965. Ale jakże trudno o poznanie Marii Bonieckiej jeżeli środowiska deklarujące i odpowiedzialne za obiektywne przybliżanie historii człowieka zasłużonego dla Szczecina nie troszczą się o to. Niech zaświadczy o tym chociażby, skandaliczny stan pozycji książek Marii Bonieckiej w Uniwersyteckiej Bibliotece (z wydziałem filologii polskiej) w Szczecinie. Cytuje za listem z dnia 08/12/2001;

Biblioteka Główna Uniwersytetu Szczecińskiego w swoim księgozbiorze posiada dwie pozycje autorstwa Marii Antoniny Bonieckiej są to : 1. “Opowieść o Justynie” cz.1 pt. “Szklane kulki” Warszawa 1955 ; 2. “Nad wielkim zalewem” Warszawa 1950.

(uwaga: książka „Opowieść o Justynie” składa się z 3 tomów. Powyższą cytatę listu zostawiam bez komentarza.)

Księgozbiory innych, ważnych bibliotek Szczecinskich, nie mogą pochwalić się niczym więcej. Nasuwa się pytanie; co jest powodem takiego stanu?

Miejska Biblioteka Publiczna w Szczecinie przy ul Hoene-Wrońskiego 1, posiada na półkach także tylko cz.1 “Szklane Kulki”.

Książnica Pomorska im. Stanisława Staszica w wypożyczlni takze posiada tylko cz.1 “Szklane Kulki”.

Na powstających stronach będę publikowała dokumenty dotyczące życia Matki oraz urywki książek.

Magdalena Budzynowska

/home/aleksb/mab.budzynowski.info/data/pages/polski/powstanie_strony.txt · Last modified: 2011/12/14 16:30 (external edit)